ŚWIATełko w tunelu pandemii

Światełko w tunelu pandemii

Jeśli jesteście tu ze mną, skuszeni optymistycznym tytułem podcastu, oznacza to, że niczego teraz nie pragniemy bardziej, niż słów nadziei i pocieszenia i że próbujemy jakoś sobie ułożyć puzzle tej nowej układanki.  W czasach niepewności i lęku, research do tego odcinka był dosyć dołujący i wyjątkowo wyczerpujący z dwóch przyczyn. Po pierwsze, obecnie wyzwaniem jest dotarcie do rzetelnych danych. Jak mówi dr Jacek Bartosiak w wywiadzie “Życie po życiu. Jak zmieni się ŚWIAT i MY. Resentymenty, utopie i przyszłość” : pierwszą ofiarą pandemii jest zawsze prawda. Widzimy to wszyscy. Toniemy w powodzi fake newsów, które roznoszą się szybko jak wirus i coraz trudniej jest nie dać się zmanipulować. Po drugie, to nie jest czas, kiedy wiemy cokolwiek na pewno. Wszelkie dotychczasowe prognozy, nawet tworzone przez wiarygodne instytucje, tracą datę ważności i mogą się spełnić lub nie, w części lub w całości albo wcale. Wróżymy więc z fusów i błądzimy w mgle. Cholernie to irytujące, bo potęguje tylko bezradność.

Spróbujmy jednak przyjrzeć się temu, co się dzieje i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Zgadzając się na duży margines błędu. Jak zatem zmieniamy się my- konsumenci oraz duże i małe- lokalne firmy? Zmiana jest bowiem widoczna- to właściwie jedyny pewnik w tych pandemicznych czasach. Czy byliśmy na nią gotowi? Oczywiście, że nie. Jak pisze Albert Camus w świetnie sprzedającej się teraz Dżumie: „W świecie było tyle dżum, co wojen. Mimo to dżumy i wojny zastają ludzi zawsze tak samo zaskoczonych.” Stoimy więc wszyscy, dookoła globu, z szeroko rozdziawionymi ustami i obserwujemy świat, który się nam nie śnił. Prawdziwie epickie czasy. Jesteśmy zamknięci w domach, a dzielimy te same emocje, płynąc na jednej, globalnej, pandemicznej łajbie, nawet jeśli niektórzy zajęli miejsca dla VIP’ów. Strach i niepewność jest demokratyczna jak nigdy. Choć zarażony wirusem Książę Karol może liczyć na lepszą opiekę, nikt nie da mu gwarancji happy endu.  Wracamy  więc wszyscy do pierwotnych lęków. Ten podstawowy- lęk przed śmiercią, od lat masowo zagłuszaliśmy. Bardziej martwiła nas i zawstydzała starość, jej zmarszczki i siwe włosy. Jakby śmierć i bieda nas nie dotyczyła skoro nie widać jej na Instagramie. Konsumpcjonizm nauczył nas rozpraszać lęki. Rozrywkami, szumem informacyjnym, światłami neonów. W bogatym świecie Zachodu założyliśmy, że zawsze już będzie fajnie. A tu BUM. Rozpędzony pociąg stanął z piskiem opon. (No dobra, pociągi nie mają opon, ale wiecie, co chcę przez to powiedzieć😊).

Ciekawie mówi o tym Wojciech Eichelberger:  Zapytany w wywiadzie „Zwierciadła” o skutki pandemii odpowiada tak: Przeczuwam, że w wieloletniej perspektywie obecne wydarzenia pozytywnie wpłyną na nasze indywidualne i wspólnotowe istnienie. W znacznej mierze dzięki wielkiej lekcji pokory jaką jest pandemia dla naszej uporczywej, aroganckiej ignorancji sklejonej z narcystycznym złudzeniem omnipotencji. To chorobliwy i niebezpieczny syndrom przejawiający się w przekonaniu, że już właściwie podporządkowaliśmy sobie świat przyrody, a wkrótce, dzięki sztucznej inteligencji zamienimy się w wiecznie żyjące cyborgi. Pandemia nas urealnia, sprowadza z powrotem na ziemię, przypominając o tym, że nasze ciała to biologiczne organizmy zintegrowane z ekosystem planety i że mimo całego postępu cywilizacji, w dalszym ciągu jesteśmy tylko częścią natury – choć wyjątkowo kłopotliwą.

Brzmi obiecująco, ale póki co głównie się boimy. Tak na serio. O życie, zdrowie i kasę, która gwarantuje bezpieczeństwo. Boją się też rządy państw i muszą podejmować piekielnie trudne decyzje- wybierać, czy bardziej chronią życie ludzi, czy kapitał. Izolując przez długi czas obywateli i zatrzymując lub ostro spowalniając gospodarkę, ograniczają liczbę zachorowań, ale ryzykują poważnym, globalnym kryzysem. Jego skali i długofalowych skutków nie jesteśmy jeszcze w stanie przewidzieć.

Boją się także firmy i reagują na trzy sposoby (tak to przynajmniej widzę). Jedne próbują udawać, że nic się nie dzieje i szybko przekonują się, że to nie działa. No, chyba, że oferują żywność, sprzęt niezbędny do home-office albo tak obśmiewany papier toaletowy- wtedy biznes nadal się kręci, prawie bez zmian. Inne firmy chowają się w kąciku i próbują przeczekać. Wysyłają pracowników na urlopy i modlą się, żeby wszystko szybko wróciło do normy, żeby znowu było po staremu. Sorry, raczej nie będzie. Ani szybko, ani po staremu. Jeszcze inne firmy po prostu adaptują do zmian, albo usilnie próbują. Z resztą to dzięki sztuce adaptacji homo sapiens wciąż chodzi po Ziemi, a nawet przez chwilę uwierzył, że jest panem tej planety i nic nie jest w stanie go zatrzymać.

No dobrze, to pogadajmy wreszcie o tej adaptacji, w końcu wszyscy szukamy czegoś optymistycznego, jakiejś recepty w czasach zarazy!

Mnie na początek interesowało, czy zrównoważony rozwój, któremu tak kibicuję, będzie kolejną ofiarą Covid-19, bo pandemia ewidentnie komplikuje podejście do odpowiedzialności biznesów. Tu pojawia się jednak myśl, że właśnie teraz, gdy priorytetem stało się życie i  zdrowie, klienci jeszcze uważniej będą sprawdzać, które marki grają do tej samej bramki. Już od dawna rosły oczekiwania wobec firm, by działały z misją, napędzane czymś więcej niż chęcią zysku. By angażowały się społecznie i charytatywnie oraz wspierały lokalne społeczności. Teraz ta tendencja jeszcze się nasila. Pandemia urealniła także kłopoty, które może sprowadzić na nas kryzys klimatyczny. Jednocześnie widzimy na przykładzie Chin, czy Wenecji, jaką ulgę dla ekosystemów stanowi ograniczenie przemysłu i dotychczasowej działalności człowieka. NASA poinformowała, że zanieczyszczenie powietrza – głównie dwutlenek azotu- emitowany ze spalania paliw kopalnych – zmniejszył się w Chinach o 30% na skutek obowiązkowej kwarantanny. Do tego obrazki ryb i kaczek po latach znów obecnych w kanałach Wenecji… To daje do myślenia. Możemy zobaczyć, co mogłoby się stać, gdybyśmy globalne ocieplenie, wielkie wymieranie gatunków i topniejące lodowce potraktowali z taką samą powagą i determinacją, z jaką reagujemy na koronawirusa.  Tym samym możemy założyć, że nie tylko od rządów, ale także od firm będziemy oczekiwać większej transparentności i troski o nasz dobrostan. Marki zdają się to dostrzegać. Zwłaszcza teraz. Angażują się w pomoc, co konsumenci zapamiętają, gdy burza minie. Światowe marki z branży dóbr luksusowych, pomagają znaleźć rozwiązania epidemii. Koncern LVMH przekazał 2,3 mln USD na rzecz Fundacji Chińskiego Czerwonego Krzyża. Także Kering (właściciel Gucci, Hermesa, SL itp.) ofiarował znaczne datki na ochronę zdrowia. Widzimy także, jak polskie firmy włączyły się w walką z pandemią. Szyją w swoich zakładach maseczki, zamiast nowych kolekcji- jak to zrobiła marka Lavard. Przekazują część dochodów ze sprzedaży na wsparcie służby zdrowia jak Kasia Tusk i jej marka MLE. Głośna stała się też akcja #4Fpomaga. Firma zasłużyła na brawa, przekazując szpitalom gogle, szyjąc ochronne fartuchy i dzieląc się 20% zysku ze sprzedaży.

Nie zmienia to jednak faktu, że nastroje w branży są dość paniczne. Polscy producenci i dystrybutorzy odzieży, obuwia i akcesoriów powołali ostatnio Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług i wypracowali wspólne postulaty i prawne rozwiązania, aby ratować biznesy i tysiące miejsc pracy w Polsce. Do Związku przystąpiło ponad 150 firm. Są wśród nich właściciele takich marek jak Reserved, Kazar, Lancerto, Big Star, Apart, CCC, Solar czy Ochnik. O ich postulatach możecie przeczytać na zpphiu  Nazwijcie mnie marzycielką, ale mam nadzieję, że w dalszej perspektywie Związek równie solidarnie wypracuje też wspólne rozwiązania z obszaru zrównoważonego rozwoju.

Jednocześnie, jak na ironię, te firmy, które same się boją, muszą teraz dokładać starań, by wnosić w życie konsumentów spokój i budować poczucie bezpieczeństwa. Przekłuć strach w coś pozytywnego. Taki zaopiekowany konsument będzie w pewnością bardziej lojalny w przyszłości. Ta troska o nas-konsumentów nie jest całkiem nowym wyzwaniem. Firmy, które śledzą wgsn (globalny serwis prognozujący trendy), mogły już dawno wyczytać z raportów, że lęk stał się kluczowym stanem emocjonalnym. Globalnym katalizatorem, który wpływa i będzie wpływał na wszystkie nasze świadome i podświadome wybory i działania. Pandemia tylko to spotęgowała.

Zmieniła się zatem narracja i język komunikacji. Wezwania do zakupów ustąpiły miejsca działaniom, które promują spokój, zdrowie psychiczne i fizyczne. Marki pomagają nam utrzymać formę, oferując treningi on-line (Nike). Umilają nam czas w domu. Bo izolacja kieruje całą uwagę właśnie na nasze gniazda, ostoję normalności i bezpieczeństwa. Teraz nasze domy to miejsce wielozadaniowe, w których pracujemy, uczymy dzieci, uprawiamy sport i odpoczywamy. Marki zachęcają nas zatem do budowania poczucia komfortu- celebrowania domowych rytuałów, wspólnego, zdrowego gotowania, rodzinnej zabawy, domowego SPA. Jeśli „przypadkiem” dostrzeżemy, że potrzebujemy ich produktów lub usług- tym lepiej, ale nic na siłę.  Konsumenci w Chinach w czasie izolacji masowo pobierali aplikacje z kulinarnymi przepisami, chętniej zapisywali się do randkowych portali. Widać też, że przymusowa kwarantanna mocno weryfikuje relacje-  owocując z jednej strony wzrostem rozwodów, a z drugiej wyżem demograficznym, który nadejdzie za kilka miesięcy. Dzieci, które się urodzą już uroczo nazwano Coronialsami 😉.
Jest też wielce prawdopodobne, że zdalna praca sprawdzi się w wielu firmach i stanie się czymś dużo normalniejszym i powszechniejszym. Tym samym zmieniając nasz styl życia i potrzeby. Ale o tym w następnym odcinku .

Zatem nie wszyscy tracą. W czasach, w których został nam tylko Internet, zyskuje e-commerce i producenci wirtualnej rozrywki, gier. Chyba nigdy nie było tylu transmisji on-line. Marki rzuciły się na streamingi i bezpośredni kontakt z osamotnionym klientem. Sprzedawca w internetowym sklepie już nie tylko do nas pisze, ale także mówi.

W trosce o finanse, marki eksponują towary w dobrej cenie, podkreślając ich długowieczność, uniwersalność i dobrą jakość. Wygląda więc na to, że minimalizm zostanie z nami na dłużej. Socjologowie obserwują, że coraz bardziej męczy nas przesyt, więc ilość musi ustąpić miejsca jakości. To także dobre wiadomości dla podwórka slow fashion i odpowiedzialnej mody. Z resztą właśnie teraz naszymi ograniczonymi zakupami, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, możemy zagłosować portfelem za biznesami, które chcemy ochronić. Wspierajmy zatem te lokalne, odpowiedzialne i etyczne. Widać takie postawy i grupy wsparcia np. na Facebooku. Ktoś ratuje kwiaciarnię z tradycjami, ktoś inny wspiera młodą, dobrze zapowiadającą się markę odzieżową dla dzieci – macham tu do No Sugar.

Na koniec jeszcze coś na pociechę i bardziej osobista wrzutka.  Marta Niedźwiecka w swoim podcaście  „O zmierzchu” proponuje potraktowanie tej przymusowej izolacji nie jako więzienia, ale okazji do wewnętrznej transformacji. Pięknie opowiada o rytuale przejścia, którego wszyscy teraz doświadczamy. Zachęca do samoobserwacji, która jest wciąż za darmo, a przynosi same korzyści.  Może więc spod zgliszczy pandemii wyłonimy się nowi my, a z nami nowe, lepsze biznesy? Warunkiem wydaje się uważność i gotowość do przewartościowania tego co i w jaki sposób robimy. Nie traćmy zatem nadziei i mądrze róbmy swoje.

A gdybym mogła się Wam przydać do wspólnego pochylenia się nad strategią biznesu w kryzysie- piszcie śmiało. Mam też nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami na socialach.
Zapraszam, dbajmy o siebie!

ŚWIATełko w tunelu pandemii
Przewiń do góry