Tania moda – Prawdziwy koszt

Tania moda – Prawdziwy koszt

Jako mała dziewczynka spędzałam dużą część wakacji u rodziny na wsi. Moja ciocia prowadziła tam mały, państwowy wówczas sklep. Uwielbiałam ją odwiedzać i dumnie stawać za ladą. Sądziłam, że cały towar należy do niej, więc bez zahamowań częstowałam się „darmowymi” łakociami. Pewnego dnia zaczęłam hojnie obdzielać czekoladami także znajome dzieci. Wtedy ciocia dyskretnie powiedziała mi, że za wszystkie rozdane słodycze będzie musiała zapłacić. Pamiętam wyraźnie to uczucie wstydu i zakłopotania. To była pierwsza lekcja o tym, że nie ma nic za darmo. Ktoś zawsze ponosi koszt, nawet jeśli na pierwszy rzut oka trudno to dostrzec.

Tak właśnie widzę dziś szybką modę z sieciówek. Kolekcje fast fashion są tanie, bo szyte w krajach o bardzo niskich kosztach pracy, jak Bangladesz, Kambodża, czy Sri Lanka. W fabrykach, tzw. sweatshops, które często bardziej przypominają baraki. Pracownicy – głównie kobiety – harują tam kilkanaście godzin dziennie, w trudnych
i niebezpiecznych warunkach, bez umów i ubezpieczeń. Zarabiają, dopóki starcza im zdrowia i sił, zwykle tylko tyle, by przetrwać. Bez żadnych perspektyw i szans na godne życie. Na granicy głodu i nędzy.

Takie powszechne praktyki w branży odzieżowej napędzają biznesy warte dziś miliardy euro. Tania produkcja pozwala wielkim firmom utrzymać niskie ceny ubrań mimo rosnącej inflacji. Dla przykładu, w latach 2000-2014 realne ceny dóbr konsumpcyjnych w USA wzrosły nawet o  50%, ale ceny odzieży spadły. Dla nas – klientów
z Europy i Ameryki Północnej – oznacza to, że nadal możemy cieszyć się modą za grosze. Kupować coraz częściej i więcej, nosić krócej i wyrzucić bez mrugnięcia okiem po jednym sezonie lub  jednym założeniu. Brytyjczycy (i nie tylko oni) uczynili z modowych zakupów co-weekendową rozrywkę. Studenci mieszkający
z dala od domu, radzą sobie z potrzebą prania wyrzucając brudne rzeczy i kupując nowe. Recycling odzieży? Niekoniecznie! Nawet 80% ubrań trafia na wysypiska śmieci i nigdy nie zostaje wykorzystane ponownie. Statystycznie rodzina z rozwiniętego kraju wyrzuca około  30 kilogramów ubrań rocznie.  Poliestrowa bluzka
za kilka euro będzie się rozkładała 200 lat. Bawełniany T-shirt założony jeden raz pochłonął 2700 litrów wody
i 100 ml toksycznych chemikaliów.

Każda uszyta rzecz, nim trafi do naszej szafy, przechodzi średnio przez 100 par rąk. Czyje to ręce?
Ile dostaną za swoją pracę? Kto zgarnie najwięcej i wyda część na nową świąteczną kampanię reklamową marki? Szwaczka ze Sri Lanki, aby wyrwać bolącego zęba musiała wziąć pożyczkę, której nie umiała spłacić
ze swojej pensji, więc dorabiała nocami jako prostytutka. A gdyby choć raz  pomyśleć o niej jak o swojej siostrze lub mamie?

Kiedy następnym razem poczujemy się jak zwycięzcy, kupując kolejny, niepotrzebny ciuch za 19,99zł, zastanówmy się, kto poniósł prawdziwy koszt. Naszą „sponsorką” może okazać się dziewczynka
z Bangladeszu, którą zamknięto w szwalni na noc, żeby dokończyła pilne zlecenie ulubionej sieciówki. 
Ja coraz bardziej wstydzę się takich zakupów. A Ty?

Pewnym optymizmem napawają mnie akcje nakłaniające firmy do ujawniania łańcucha produkcji, jak ta prowadzona przez Fashion Rewolution pod hasłem #whomademyclothes. Klientów zachęca do opamiętania blogerka Harel (#masztowszafie), przypominając, że najbardziej zrównoważona moda to ta w naszej garderobie. Są też ambitne wyzwania w stylu „Nie kupię nowych ubrań w 2020”, albo bojkotujące kompulsywne zakupy
w Black Friday. Jest też #Secondhand September, promujący zakupy używanej odzieży zamiast nowej
we wrześniu – czasie złotych żniw w branży mody.

Coś się zmienia, masowa świadomość rośnie. Olga Tokarczuk w swoim noblowskim wykładzie także nawiązała do tematu etycznej mody: „Od jakiegoś momentu w swoim życiu zaczynamy widzieć świat we fragmentach, wszystko osobno, w kawałkach odległych od siebie niczym galaktyki, a rzeczywistość, w jakiej żyjemy w tym nas upewnia: lekarze leczą nas według specjalności, podatki nie mają związku z odśnieżaniem drogi, którą jeździmy do pracy, obiad nijak się ma do wielkich ferm hodowlanych, a nowa bluzka do obskurnych fabryk gdzieś w Azji. Wszystko jest od siebie oddzielone, żyje osobno, bez związku.

Najwyższy czas połączyć kropki, złożyć puzzle i odważnie stanąć po stronie wrażliwej i uważnej mody. Każda decyzja ma znaczenie, wiec wybierajmy mądrze.

PS. Tytuł artykułu nawiązuje do filmu dokumentalnego „The True Cost” Andrew Morgana, który ukazuje ciemną stronę branży mody. Polecam!

Tania moda – Prawdziwy koszt
Przewiń do góry